wtorek, 23 września 2014

You are the drama queen!

Czy Mo jest monotematyczna? Tak. Czy temat wiedźm będzie zbliżony do Salem? Nie. Duchy, zmiennokształtni i efekty specjalne na poziomie pierwszego sezonu Supernatural. A do tego obcisłe sukienki i pełny makijaż w sobotni wieczór przed telewizorem lub podczas pływania w basenie. Czyli dlaczego Witches of East End to trochę Gotowe na Wszystko i Moda na Sukces w jednym.

Skupmy się zatem na pierwszym sezonie. Drugi opiszę dopiero wtedy, gdy się zakończy. Mam wrażenie, że twórcy mieli jakiś tam pomysł, ale ostatecznie woleli się skupić na wyglądzie głównych bohaterów i... tyle z tego wyszło. Uświadczymy ślicznych dziewcząt i ślicznych chłopców. Do tego pojawi się magiczny trójkąt miłosny i rozterki sercowe.



czwartek, 18 września 2014

Co to jest - ma ssawkę-kurzą-szyję wychodzącą z gardła, a jak się go zrani, wypełzają z niego robaki?

Ten plakat przypomina mi trochę plemniki
zmierzające do komórki jajowej... 
Nie zgadniecie. To wampir. Heheszki. Nawet nie wiem, od czego zacząć, wow, jestem po prostu wbita w fotel. Z tym serialem nie można na poważnie. Jeśli zaczniecie go oglądać i będziecie wymagać ambitnych dialogów oraz akcji, która ma trochę sensu, zawiedziecie się. Ale z drugiej strony, jeśli zaczniecie oglądać dla zabawy, jak ja, może odkryjecie źródło niezłych fejspalmów na kilka wieczorów.
Ok, zacznę od przedstawienia krótkiego opisu, jaki znalazłam na Filmwebie. Na lotnisku w Nowym Jorku pojawia się samolot (w domyśle ląduje), niestety wszyscy pasażerowie i załoga są martwi. Do tego znajdują dziwną trumnę. Wkrótce okazuje się - lub inaczej, epidemiolodzy stwierdzają - że to jakiś nowy, nieznany wirus, który zamienia ludzi w krwiożercze potwory.
Ot, zwyczajny opis. Powiedzielibyście, że to początek jakiegoś fantasy serialu o wampirach-mutantach? Bo ja myślałam, że serio chodzi o WIRUS w postaci wirusa. W tym serialu niestety niczego nie można być pewnym, ponieważ wiele rzeczy jest tutaj bardzo ZDUPY, jak to określiła Mo w swoim poście o Salem.
Uprzedzam, że trochę się naprodukowałam.

poniedziałek, 15 września 2014

Salem - trochę wiedźma trochę nope



Są takie seriale, które się zaczyna z myślą shit, this gonna be good. A potem good, be, this i gonna jakoś ulatują, zostawiając nam samo SHIT. Shit, serial, Salem. Wszystko na jedną literkę. Czarnoksięstwo! Czyli słów kilka o dobrym przykładzie YEAH BUT NOPE

Co należy serialowi oddać? Ma naprawdę dobry opening. I chociaż początkowo Mason w klimacie purytańskiego Salem mnie nie przekonał, z czasem z motywem przewodnim się polubiliśmy. Co więcej? Dobre, naprawdę dobre plakaty. Klimatyczne i nietypowe. Ach! Na sam koniec! Kreacja samego świata. Kostiumologiem nie jestem, wykształcenia historycznego nie mam również, więc całej otoczki czepiać się nie mogę. Ba, kostiumy mi się podobały. Bo ogólnie chyba lubię produkcje kostiumowe. I oto przychodzi ten moment, by wylać wiadro pomyj. UWAGA, tekst może zawierać śladowe (czyli od cholery) ilości spoilerów.



piątek, 12 września 2014

Lubimy kiepskie filmy: World War Z


Jeśli chcecie się pośmiać z kiepskich produkcji i lubicie filmy o zombie apokalipsie – World War Z jest filmem dla was idealnym. Oszczędzę wam jednak kłopotu, żebyście nie musieli go oglądać, i opowiem wam trochę o nim. W zasadzie opowiem wam całą fabułę.
Może wam się wydawać, że skoro taki wspaniały aktor jak Brad Pitt gra w tym filmie, produkcja o zombie w końcu będzie na poziomie. Nic bardziej mylnego. Żadna produkcja o zombie nie może być na poziomie. W praktyce to zwyczajne napierdzielanki z fabułą, która udaje fabułę. Chociaż, jak to mówią, still better love story than Twilight.

Przyznam jednak, że dałam się nabrać. Pierwszą rzeczą, która mnie zwiodła, że filmy o zombie mogą być dobre, była muzyka. Isolated System produkcji Muse to bardzo, bardzo przyjemna nuta, powiedziałabym, że wręcz inspirująca i poniekąd nadająca filmowi klimat. Podobnie z muzyką nadającą klimat miało miejsce w filmie Contagion, (też o epidemii, ale na szczęście nie o zombie), ale cóż się dziwić, w końcu Cliff Martinez. Pomijam fakt, że Contagion był filmem dobrym, chociaż na filmłebie ma niższą ocenę, czego pojąć nie potrafię. Niestety muzyka to jedyny ciekawy aspekt World War Z.

środa, 10 września 2014

Under The Dome, czyli najlepszy jest plakat i na tym koniec

King, co ty ćpiesz? Podziel się, proszę, bo takie jazdy muszą być tylko po naprawdę niezłym towarze. 

Okej, po kolei. Jest sobie miasteczko, są mieszkańcy (wow) i nagle wokół miasteczka pojawia się niewidzialna kopuła, która odgradza Chester's Mill od reszty świata. Brzmi świetnie? No, tylko brzmi. Ci, którzy czytali książkę, wiedzą, że zakończenie i wytłumaczenie tej całej kopuły było takbardzo z dupy, że bardziej się nie da, ale jak to zwykle z Kingiem, kreacja bohaterów i całego miasta jest bardzo dobra. 
Nie wiem, czego się konkretnie spodziewałam po adaptacji tej książki, ale na pewno nie było tym to coś. W tym serialu nic nie jest takie, jak w książce. Poza kopułą i nazwiskami bohaterów. Rozumiem, że zrobienie serialu dokładnie takiego jak książka nie byłoby tak fascynujące jak poprzekręcanie kilku wątków. Tylko że... ten serial jest naprawdę kiepski. I pod względem fabuły, i pod względem gry aktorskiej.