środa, 10 września 2014

Under The Dome, czyli najlepszy jest plakat i na tym koniec

King, co ty ćpiesz? Podziel się, proszę, bo takie jazdy muszą być tylko po naprawdę niezłym towarze. 

Okej, po kolei. Jest sobie miasteczko, są mieszkańcy (wow) i nagle wokół miasteczka pojawia się niewidzialna kopuła, która odgradza Chester's Mill od reszty świata. Brzmi świetnie? No, tylko brzmi. Ci, którzy czytali książkę, wiedzą, że zakończenie i wytłumaczenie tej całej kopuły było takbardzo z dupy, że bardziej się nie da, ale jak to zwykle z Kingiem, kreacja bohaterów i całego miasta jest bardzo dobra. 
Nie wiem, czego się konkretnie spodziewałam po adaptacji tej książki, ale na pewno nie było tym to coś. W tym serialu nic nie jest takie, jak w książce. Poza kopułą i nazwiskami bohaterów. Rozumiem, że zrobienie serialu dokładnie takiego jak książka nie byłoby tak fascynujące jak poprzekręcanie kilku wątków. Tylko że... ten serial jest naprawdę kiepski. I pod względem fabuły, i pod względem gry aktorskiej.

Nie spodziewałam się na przykład, że główną rolę będą grały dzieciaki, które zostały "wybrane" przez samą kopułę, a cała ta szopka to już z dawien dawna zapowiedziana sprawa, widziała to wszystko swoim trzecim okiem matka Juniora. Po opadnięciu kopuły dzieciaki mają jakieś podejrzane ataki, w trakcie których mówią o spadających gwiazdach, później wspólnie znajdują tajemnicze jajko, które jest power source kopuły. I muszą go chronić. Za wszelką cenę.
W książce były naprawdę nieźle opisane relacje między bohaterami, przygotowanie do "opadnięcia" kopuły również wywarło na mnie wrażenie. Tutaj są jedynie skrawki tego wszystkiego, zupełnie jakby twórcy pocięli książkę i wyciągnęli na chybił trafił losowe paski papieru. To naprawdę wygląda okropnie w porównaniu do poziomu, który reprezentuje większość książki (piszę większość, bo końcówka ssie przeokropnie).
Pierwszy sezon oglądałam w wielkim bulu i ogromnej nadzieji, że ten szajs poprawi się w sezonie drugim. Niestety wszystko zostało po staremu, ba, tam nawet ludzie powstali z martwych!!! W sensie umarli 30 lat temu i odrodzili się w takiej postaci, w jakiej umarli. Czy jakoś tak. Przyznam, że drugi sezon zaczęłam oglądać od odcinka 5 i po drodze przeskoczyłam kilka, bo nie dało się inaczej.

O tym jest ten serial. Tak mniej więcej.
No dobrze, ale wróćmy do początku. Pierwszym, co rzuca mi się w oczy, jest fakt, że Julia to totalna kretynka, a Barbie... zrobili z niego mordercę na zlecenie z wyrazem twarzy winnego szczeniaczka. W jego żyłach płynie zimna krew, ale wierz mi, wybaczysz mu to, że zabił twojego męża i skończysz w jego ramionach, gdyż w oczach jego MIŁOŚĆ. Tak.
Big Jim jako tako jeszcze mnie przekonywał, Junior zaczął dobrze, od pieprzniętego młodziana, który zamyka w piwnicy Angie. Ale niestety wraz z upływem czasu z panów Rennie robią się ciepłe kluchy. Jeszcze na Juniora można sobie popatrzeć, bo ładny aktor (tak, oglądam seriale dla ładnych panów, sorrynotsorry), ale borzyciu, czy on musi mieć w każdej scenie otwarte usta i wyraz twarzy, jakby ciągle nad czymś się zastanawiał?
Chociaż w sumie może myśli ciągle:
"Dlaczego gram w tak pojebanym serialu?"

Twórcy tego serialu chyba wyszli z założenia, że bohaterowie to idioci, a akcja musi kręcić się wokół najbardziej kretyńskich pomysłów ever. Trochę żałuje, że nie zebrałam wszystkich swoich fejspalmów, kiedy oglądałam na bieżąco pierwszy sezon, bo było tego sporo.
Na przykład "Monarch has been crowned" wyplute przez jajko, cokolwiek to jest, srsly. Że kolejny wybraniec (wśród wybrańców) zostanie wybrany i tylko on będzie w stanie pozbyć się kopuły. W ogóle w tym serialu chyba chodzi o to, że ludzie z zewnątrz chcą jajka - bo jajko jest źródłem energii kopuły, tak przynajmniej zrozumiałam, a dzieciaki są wybrańcami i mają tego jajka strzec.
Brzmi tak idiotycznie, że serio, nie wiem, czemu nadal to oglądam.
W ogóle jeśli sądzicie, że dowiecie się, jak będzie się zmieniało życie mieszkańców, którzy nagle zostaną odcięci od reszty świata, mylicie się. Dostaniecie ochłapy. Owszem, można zauważyć pewien schemat - rodzi się bezprawie, które trzeba jakoś ogarnąć. Twórcy niestety tworzą ten serial na takiej zasadzie:
- A, bo może jakieś zamieszki byśmy dali?
- Dobra, są zamieszki.
- Poczekaj, a co z klimatem? Może powinien się zmienić - jak w szklarni.
- Może tak, ale musielibyśmy zapytać specjalistów, jak to wygląda... Ej, wiem! Zróbmy jakieś przypadkowe anomalie pogodowe, jak ktoś się przyczepi, to napiszemy, że to wina magicznego jajka.
Tak, smuteczki.
W pierwszym sezonie w ogóle jest motyw kobiety biznesu, która zna jakieś ciekawe rzeczy o przeszłości Big Jima i Barbiego oraz prowadzi podziemie w Chester's Mill, pojawia się tak w 2/3 serialu, niczym filip z konopi, bo nikt wcześniej o niej nie słyszał. O podziemiu też nie. Także ten...


Zakończę więc tym oto dramatycznym screenem. Nie oglądajcie tego, chyba że jesteście masochistami, lubicie kiepskie seriale, w których dzieje się dużo pozbawionych logiki rzeczy, a bohaterowie wykazują poziom fugi w parkiecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz