sobota, 1 listopada 2014

Lubimy kiepskie filmy: Dracula Untold


Patrzcie, Batman!

Dracula. Gdyby wszystkie produkcje bazujące na motywie Draculi ustawić w kolejce, otrzymalibyśmy wcale konkretny ogonek rodem z PRLu. Czy twórcom nowego filmu należą się gwizdy czy oklasku? Osobiście wstrzymałabym się od zdania. Stanęłabym pośrodku i wzruszyła ramionami - whatever. Bo dokładnie takie odczucia wywołał u mnie seans. W tym poście dowiecie się, dlaczego nowy Dracula jest krypto-zombie produkcją Gry o Tron i dlaczego Luke Evans został modelem.




Właściwie było dużo wojska, a mało wampirów. Po półtorej godziny w kinie czułam, jakby ten film miał się dopiero rozkręcić. Jakby całe półtorej godziny filmu było zaledwie wstępem do czegoś grubszego. Produkcja właściwie sobie płynęła bez jakiś konkretny ram, w których powinna się trzymać. Brak właściwego wstępu, punktu kulminacyjnego i zakończenia bardzo mocno dawały o sobie znać. I gdyby ktoś bardzo mocno chciał obejrzeć film, w sumie starczy sumiennie przeanalizować trailer; wyjdzie na to samo. I krócej. 

Wspomniałam już, że film wywołuje odczucie whatever, a to filmowi robi bardzo źle. Owszem, miło popatrzeć na dość spektakularne efekty specjalne, ale nawet widowiskowe przemarsze wojsk tureckich wywołują dość konkretne meh. Na dodatek wszystko pogania całkiem spora ilość absurdów. Nikt tu się specjalnie nie dziwi, że Vladowi znikają blizny i samodzielnie rozwala pół sułtańskiej armii. Ale gdy już wychodzi, że z księciem jest coś nie halo, to od razu rzucają się, żeby go spalić. Godna pochwały lojalność wobec hospodara. 


Tło historyczne też tutaj w sumie leży, a czepiać się tego mogę z czystym sumieniem, bo wampiry są poniekąd moim konikiem. W filmie np. Wład od razu zostaje nazywany Draculą, a wiadomo, że przydomek pojawia się dużo później. Pojawiają się jakieś wzmianki o dynastii, ojcu i więcej w tym misz-maszu niż czegokolwiek innego. A stwierdzenie, że nie zachowały się żadne portrety to już w ogóle kompletny samobój. 

Narratorem, który otwiera i zamyka film, jest syn Włada Palownika. Chłopiec w filmie pełni w sumie jedną rolę - co chwila powtarza ojcze! ojcze! Czasem biega i czasem krzyczy. Żona Włada jest piękną jasnowłosą, a cały dwór też trąci mi bardziej Skandynawią niż Rumunią. Właściwie odniosłam wrażenie, że tylko Evans swoim wyglądem jako tako wpisuje się w kanon. Ale nie powinnam tak bardzo narzekać, w końcu procent składowy Turków w Turkach (i Turka w Sułtanie) jest mniejszy niż procent mięsa w statystycznej parówce.

No więc właśnie, Luke Evans. Nie mogę marudzić, bo pana bardzo lubię. I lubią go chyba twórcy kostiumów, bo Wład w każdej scenie prezentował się w nowej zbroi. I nie zaprzeczę, że zazwyczaj wyglądał świetnie lub jeszcze lepiej, ale chyba wymagam od filmu czegoś więcej. Nie wiem... może więcej Draculi w Draculi?


Rozkręciło się trochę na koniec i w sumie podobało mi się, że wyjątkowo na pierwszym planie pojawiło się srebro, a nie czosnek lub woda święcona. Krucyfiks wystąpił epizodycznie, gościnnie z kołkiem. Pochwalić w sumie powinnam również fakt, że nie ominięto palowania. Dwie dość widowiskowe sceny sprawiły, że byłam ukontentowana. Bo filmy z Draculą/Władem zazwyczaj ten milutki element przemilczają.

Wspomniałam również, że produkcja jest krypto zombie-produkcją. Śmiałam się z tego w kinie bardziej niż powinnam, gorsząc pewnie towarzyszy. Ale, ale... Poznajecie pana? Tywin Lannister trochę mniej martwy, niżby być powinien.


Końcówka filmu wyraźnie sugeruje, że twórcy chcieliby temat pociągnąć. Bo Dracula został przeniesiony do współczesności. Pojawiła się również jego czarująca żona w innym wcieleniu. Ale żeby nie skończyło się zbyt cukierkowo, za szczęśliwą parą podąży Tywin Lannister w garniaku, informując widza, że igrzyska właśnie się zaczęły. Niech ktoś dzwoni do Katniss.




 

1 komentarz:

  1. Czasem bawi mnie fakt, że twórcy (zarówno filmowi jak i serialowi) dalej tak kurczowo trzymają się tematu wampirów. W tym temacie chyba wszystko zostało już powiedziane. I przyznaje, że jak plakat nawet mnie zaciekawił, tak trailer całą te moją ciekawość ugasił. I to w cholernie szybkim tempie. A teraz, nie ma w tym filmie już nic co skłaniałby mnie do zapoznania się z nim.
    Ostatnie dwa zdania są mistrzowskie! :D

    Zapraszam do siebie. :) - http://smieszna-nazwa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń